Wysłany: Nie 31 Paź, 2004 1:32 pm Szkockie anegdotki.
Na murach zamku w Edynburgu znajduje się bateria średniowiecznych haubic. Legenda mówi, że jedna z nich sama strzela, gdy przechodzi obok niej dziewica. Wydawałoby sie, że to stary dowcip i właściwie jest powtarzany prawie w każdym zamku. W parku w Legnicy np. jest fontanna z lwem, który w podobnej sytuacji ryczy. Najstarsi legniczanie mówią, że ostatni raz zaryczał około 300 lat temu. Ale wróćmy do Edynburga, gdy szkocka przewodniczka opowiedziała nam ten dowcip, uśmiechnęliśmy sie grzecznie i poszliśmy dalej, w chwilę później grzmotnęło. Obejrzeliśmy się, jedna z haubic jeszcze dymiła. Za moment przerażona polska przewodniczka zaczęła się zaklinać, że to nie przez nią, że ma dzieci i wnuki.
Następnego dnia przeczytaliśmy w Edinburgh Morning (to taki szkocki "Wieczór Wrocławia"), że w zamkowej kaplicy odbywał się ślub młodego oficera i jego koledzy, przyjaciele Panny Młodej w ten właśnie sposób zapewnili jej alibi"
Wiem, że morning, to nie wieczór, ale oba pisma reprezentują ten sam poziom.
Interesująca anegdotka. Swoją drogą Szkocja musi być pięknym krajem gdyż moja znajoma też spędziła tam troszkę czasu (chyba pracując w jakimś hotelu) i do te pory jest urzeczona tym miejscem. A zwłaszcza starymi zamczyskami. Niedawno na przykład wraz ze swoją koleżanką zorganizowała Scottish Day na starym zamku w miejscowości Broniszów. Były szkockie tańce, ognisko i świetna zabawa a ludziska wyczerpane spędziły sobie noc w ciepłych śpiworkach w zamku...niestety miałem wtedy zjazd i wiem to tylko z opowiadań. Ale zamek naprawdę warty obejrzenia....ma nawet własnego straszącego ducha
Dla zainteresowanych, strona o zamku:
Masz rację. Szkocja to piękny kraj i wspaniali życzliwi ludzie. Byłem kiedys świadkiem a może uczestnikiem takiej sytuacji. Jechałem wieczorem miejskim autobusem. Nagle z bocznej ulicy wyjechał mały samochodzik na pedały z 5-6 latkiem, wprost pod koła. Kierowca autobusu ledwo zahamował. Wyszedł z autobusu, pogłaskał dziecko po głowce, coś do niego powiedzial, wziął samochód z dzieckiem i przestawił na chodnik. Malec wysiadł ze swojego pojazdu wziął za sznurek i pociągnął go na górę, by po chwili znowu zjechać.
Wyobrażacie sobie naszego kierowcę, który nie krzyczy w takiej sytuacji na dzieciaka?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum